niedziela, 29 stycznia 2012

Niebieski igielnik.

Wstyd, wstyd, wstyd i ujma! Nazywać się niebieski igielnik i nie posiadać takowego! Na szczęście moja koleżanka Agata, będąca także jedną z moich drogich obserwatorek (dziękuję Wam dziewczyny, że macie chęć tu zaglądać, jest mi bardzo miło!) wypatrzyła to niedociągnięcie. Tak, tak, swym bystrym okiem zauważyła na niektórych zdjęciach z tutoriala spódniczkowego takie coś, co przypomina kwadratową cytrynę - to mój były igielnik. Agata postanowiła coś z tym fantem zrobić . Efekt przewspaniały! Dostałam w prezencie to oto - zrobione przez Agatę - cudo (gęba mi się śmieje z radości dookoła).



Jest przepiękny, prawda?  Wspaniała ręczna robota w stylu Tildy. Materiał tak mi się podoba, że się zastanawiam czy nie zmienić nazwy na "niebieski igielnik w białe kropki" ;).
Cudo już zamieszkało  w niciarce, a i w robocie już pomaga!




Napatrzeć się nie mogę! Dziekuję.

wtorek, 24 stycznia 2012

Projekt 12/12. Styczeń. Poduszka - pufa.

Wreszcie zaistniały dwa warunki jednoczasowo: po pierwsze - sen Basi i  po drugie - jakikolwiek! promyk słońca w naszym domu. Te dwie okoliczności umożliwiły mi obfotografowanie najnowszego wytworu: pufy do pokoju dzieci.








Pufę uszyłam w ramach wyzwania w projekcie 12/12. Projekt 12/12 to przedsiemwzięcie polegające na tym, że grupa autorek różnych blogów szyciowych razem wykonuje jakieś zadanie raz na miesiąc inspirując się zamieszczonymi w sieci instrukcjami lub tutorialami lub zdjęciami. Prace prezentowane są na blogu projekt 12/12. W zeszłym roku byłam ich wierną fanką, a w tym dołączyłam do grona autorek z czego się bardzo cieszę!

W styczniu wyzwaniem jest poduszka. Moja pufa spełnia ten warunek w dwójnasób, gdyż jest poduszką podłogową oraz zawiera  w środku poduszkę do karmienia, którą trzeba było już poddać recyklingowi (wykarmiła już czwórkę dzieci, w tym dwójkę moich, skapciała się już zrobiła, a żal się jej pozbyć ze względów sentymentalnych :) ). Ale po kolei:

1. Hmmm... cóż by tu fajnego zdziałać z tegoż dobrodziejstwa? (zdjęcie oczywiście wieczorowe, bo wtedy sie szyje ;) )




Tak naprawdę to koncept już był dużo wcześniej. Taką pufę widziałam na jakimś blogu w sieci już dawno, niestety nie pamiętam gdzie, a szkoda bo wiem, że był tam nawet tutorial jak ją uszyć! Ech... Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że zacznę znowu szyć. Potem nie mogłam  nigdzie wyszperać materiału w zielone paski, i tak projekt leżał w myślach do chwili, gdy na początku stycznia paski zielono-białe były się objawiły w pobliskim ciuchlandzie. Zabrałam się więc do roboty,

2. Etap kolejny pt. "Nienawidzę trójkątów!"



3.  Kolejny wieczór - w środek rzeczona poducha.



4. Jeszcze góra i już gotowe.




Pufa generalnie do siedzenia, ale jak kto jeszcze nie potrafi, to może sobie pomiętosić.



Zapraszam, zajrzyjcie na blog projektu 12/12 !

niedziela, 22 stycznia 2012

Kapciuszki Mary Jane

Dzis zaległy post o kapciach. Przeprosiłam się z szydełkiem i powstały kapciuszki dla Basi. Zrobiłam je wdług istrukcji z youtube:  http://www.youtube.com/watch?v=SdWJzvUTpE8&feature=related - trochę pod koniec pozmieniałam, żeby pasek był węższy. Kapciuchy z czarnej włóczki, więc do wszystkiego pasują, a teraz zimową porą idealnie grzeją małe stópki.




A ja, w pogardzie mając wszelkie bakterie, rotawirusy i inne badziewstwo co nas od początku roku atakuje, szyję dzielnie poduchę do projektu 12/12 . Dokładnie o przedsiemwzięciu już wkrótce (mam nadzieję), zapraszam!

środa, 18 stycznia 2012

Retro Basia.

A dziś kolejna odsłona linii ubranek "retro" :). Jak wsponiałam w poprzednim poście rower tak mi się spodobał, że postanowiłam coś jeszcze z nim zdziałać i powstała sukieneczka dla Basi. Sukieneczka  w pełni recyklingowa, gdyż powstała z nikomu niepotrzebnego swetra. Dzianinę szyło się miło, a i niewyszukany krój sukienki sprawił, że robota była szybka, łatwa i przyjemna. A ponieważ w prostocie siła, to i efekt mi się spodobał. Oto ona:




Kolor niebieski, cieniowany, od góry jaśniejszy. Wycięłam obrys innej sukieneczki Basi i zszyłam po bokach. Lamówki na wykończenie przyszyłam już ręcznie, żeby się dobrze dzianina układała.






A tu na modelce:









Sukienka z miękkiej dzianiny jest idealna do fikania i kulania się, co Basi szczególnie odpowiada.

niedziela, 15 stycznia 2012

Retro Antek.

"Mamo musiś usić mi zielone śpodenki! Bo zielony to mój ulobiony kolol!". W sytuacji, gdy sprawa została tak postawiona, nie miałam przecież wyboru! Siadłam i uszyliśmy razem (tak, tak, o dziwo razem! i nawet bez większych szkód) zielone retro spodenki piżamkowe.


Spodenki rozmiar 104 (ale jak widać nogawki są przyszłościowe), uszyte z bawełny, mankiety z flanelki, w pasie gumka. Na szczęście galoty przypadły Antkowi do gustu. Ale, ale koniecznie musiała być kieszonka, a jakże!



I również wedle zamówienia miał być "lowel" to jest rower. Namalowałam go moim nowym gadżetem, co to mi Mikołaj przyniósł (dzięki Mikołaju), czyli pisakiem do tkanin. Zaprasowane, utrwalone (nawet się okazało,że rewelacyjnie, bo spodenki już parokrotnie prane i rysunek nadal taki sam).  Rower tak mi się osobiście (nieskromnie powiem) spodobał, że powstało już drugie ubranko z tej serii, które zaprezentuję w kolejnym poście :).
Wracając do spodenek nie zabrakło oczywiście metki ;).




A tu sesja zdjęciowa pomysłodawcy:


       

I moje ulubione zdjęcie (uwielbiam małe stópki), zrobione gdy model już zasnął.



Wkrótce Retro Basia! Zapraszam!

 




niedziela, 1 stycznia 2012

Prezenty. Tilda i literki.

Się przetildowałam. Nie sądziłam, że to możliwe, a jednak. Przetildowałam się, a nawet się przeszyłam - po intensywnej robocie przedświątecznej nie siadłam jeszcze do maszyny od czasu skończenia ostatniego prezentu! Ale już, już mi po głowie chodzi nowy projekt, także "przeszycie" chyba już za mną.
Dziś prezentuję owe prezenty, jakoże już wręczone, obdarowane dzieciaki zadowolone, to pokazać mogę. Najbardziej jestem dumna z karuzelki dla Basi - a natrudziłam się przy niej niemiłosiernie. Jak wiadomo grudniowa aura tego roku nie sprzyja dobrym zdjęciom, więc jest jak jest, ale robiłam co w mojej mocy.

Oto one: tadaaam!






   
      

          






 




I szczegółowo:

Misie tildowe z niebieskiego mięciutkiego sztruksu:















 

Czarny kocurek tildowy również ze sztruksu:



I ślimaczek, którego bardzo dobrze mi się szyło. Wdzięczne toto, łatwe i szybki efekt.



Jak widać każdy prezent został "spersonalizowany" :). Bardzo mi się podobają te metki.
Zrobiłam także pierwszą "firmową" ! :)



Zaczęłam także szyć literki... i tu mnie pokarało za pychę i brak pokory! Oj... się zezłościłam. Wydawało mi się, że szycie literek to pikuś i prosta sprawa, nic bardziej mylnego. Zdziwiłam się nieco, jak pierwsza literka jaką szyłam, czyli B nie chciało się przewinąć na prawo po przeszyciu wszystkich (sic!) krawędzi :). Ale potem poszperałam i wreszcie po fakcie wpadłam na to, coby literek z otworkami  w środku od razu po całości nie przeszywać.  W karuzelce dla Basi czczionką za małą szyłam, zbyt misterna to była jak na mnie robota, ale jak już zaczęłam to się zawzięłam. Antkowi już szyłam większą czczionką, ale za to za mało pogrubioną:). A wypychanie literek, to już kolejna niekończąca się opowieść o trudnościach ...  Literki nie wyszły mi idealnie, ale dzięki tym doświadczeniom następne już wiem jak zdziełać by było łatwiej i przyjemniej. Oto one wymęczone:








Literki dla Antusia uszyte z myślą, że bedę go uczyć pisania jego imienia. Z planów nici, bo mój syn jak tylko je zobaczył to w 5 sekund swoje imię ułożył czym Świętego Mikołaja zadziwił. Teraz literki są najlepszą przytulanką do snu :).









Szczęśliwego Nowego Roku!


 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...